Ta strona używa cookie. Ciasteczka przechowywane są w celu zapamiętania ustawień użytkownika. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Możliwość wyłączenia cookies została przedstawiona tutaj.

2018_konkurs

I miejsce - Aleksandra Lula - "Praca moich Marzeń"

„Nauczyciel to ktoś bardzo wyjątkowy, kto potrafi wykorzystać swoją pomysłowość, dobroć i dociekliwy umysł do wypracowania rzadkiej umiejętności zachęcania innych do myślenia, marzenia, poznawania, próbowania, działania”.

Beverly Conklin

                Chciałabym zostać nauczycielką. Być może brzmi to bardzo zwyczajnie, banalnie, ale odkąd pamiętam, marzyłam o pracy w szkole. Wychowywałam się wśród nauczycieli – był nim mój dziadek, jego dwaj bracia, kuzyni ,a przede wszystkim - moja mama. Pierwsze słowa, które pamiętam to: klasówka, konspekt, konferencja, wywiadówka. Z czasem poznawałam ich znaczenie. Jako małe dziecko byłam częstym gościem w szkole. Odwiedzałam mamę po lekcjach, zaglądałyśmy do jej sali na feriach i wakacjach. Mama porządkowała dokumenty, a ja próbowałam dosięgnąć tablicy i narysować kilka kresek kredą. Fascynował mnie świat dzienników, sprawdzania obecności i ocen. Pierwsze kroki jako uczeń stawiałam w „zerówce”. Z chęcią zaczynałam od pisania liter, wycinania, klejenia, recytowania wierszyków i śpiewania piosenek. Obserwowałam, z jaką ogromną cierpliwością nasza pani wielokrotnie tłumaczy dzieciom zasady zachowania przy stole i na placu zabaw, z uśmiechem odpowiada na setki pytań, wyciera zabrudzone buzie i ratuje poplamione ubrania. Podziwiałam jej spokój i dobre serce. W domu uczyłam swoje lalki, prowadziłam dziennik, stawiałam oceny. Muszę przyznać, że miałam szczęście do wspaniałych nauczycieli, którzy zachęcili mnie do szukania swoich pasji w różnych dziedzinach życia. W swojej szkole odkryłam, że lubię rysować i śpiewać. Przełamałam nieśmiałość i wystąpiłam już na wielu akademiach, na których recytowałam, wykonywałam piosenki i prowadziłam uroczystości. Nauczyciele „zarazili” mnie pasją czytelniczą. To im zawdzięczam setki przeczytanych książek. O literaturze lubię również rozmawiać z moim dziadkiem, który zawsze dużo czytał i interesował się historią. Do dziś nie ma tygodnia, aby nie odwiedził biblioteki i nie wrócił z naręczem nowych lektur. Lubię spędzać z nim czas, oglądać zdjęcia i wysłuchiwać historyjek z czasów jego pracy zawodowej. Czuję się dumna, kiedy przypadkowy znajomy przyznaje: „Pan mnie uczył w szkole średniej, Panie Profesorze”. Chciałabym, aby mnie ktoś tak wspominał. Podziwiam nauczycieli, którzy cały swój czas wolny poświęcają uczniom. Zostają z nimi po lekcjach, organizują kółka, wycieczki, warsztaty, starają się nie tylko przekazać wiedzę, ale również zachęcają do indywidualnej pracy i samodzielnego poszukiwania informacji. Są również wychowawcami. Obserwują zachowanie uczniów i reagują w odpowiednim momencie. Nie dopuszczają, aby stała się im krzywda. W każdej sprawie dzieci mogą się do nich zwrócić, prawie tak, jak do rodziców. Osobiście jeszcze nigdy nie spotkałam się z opryskliwą reakcją nauczyciela, nie usłyszałam „przyjdź później, nie mam teraz czasu”. I za to jestem bardzo wdzięczna. Nie wiem, czy uda mi się spełnić marzenia, jeszcze długa droga przede mną. Zawsze też pozostaje obawa, czy będę dobrym nauczycielem, z jaką reakcją spotka się moja praca. Bo przecież, jak mówiła Zofia Kucówna: „Zawód pedagoga jest jednym z najbardziej niewdzięcznych zawodów na świecie. Uczysz wbrew temu, którego uczysz”.

 

===============================================================================================

II miejsce - Izabella Zarzycka - - "Praca moich Marzeń" 

Żyraków, 8 marca 2018 roku

Drogi Hodowco!

           Nazywam się Izabella Zarzycka. Mam czternaście lat i chodzę do drugiej klasy gimnazjum. Interesuję się rysunkiem, malarstwem i zwierzętami, zwłaszcza drobiem ozdobnym. Coraz częściej zastanawiam się nad tym, czym mogłabym się zajmować w przyszłości.

            Trzy lata temu na moim podwórku pojawiła się duża woliera pełna różnych, kolorowych gatunków papug – papużek falistych, nimf, rozelli białolicych, modrolotek czerwonoczelnych i świergotek seledynowych. Oprócz nich w klatce zamieszkały piękne bażanty – dwa złociste i jeden bananowy, kogut jedwabisty oraz przepiórki chińskie i japońskie. Rok później stwierdziłam, że w mojej małej ,,hodowli” czegoś brakuje. Na dwunaste urodziny dostałam nieduże stadko kurek bantamek. Nie były one piękne, jednak zachwyciły mnie swoimi zachowaniami. Każda kura różniła się od pozostałych. Jedna była śmiała i przyjacielska, druga – spokojna i ostrożna. Moim przyjacielem stał się jastrzębiaty kogucik Fido, który reagował na imię, pozwalał na głaskanie i nie odstępował mnie na krok. Kogut miał już swoje lata, ostatnie dni życia były dla niego bardzo radosne – był w centrum zainteresowania wszystkich domowników i został przez nich godnie pożegnany. To właśnie dzięki Fidziowi postanowiłam pogłębić swoją wiedzę o kurach. Zafascynowały mnie polskie i japońskie rasy. Te pierwsze polubiłam za energię, wytrzymałość i wdzięk. Drugie skradły moje serce dzięki harmonijnej budowie ciała i różnorodności.

            Nie miałam zbyt dużej wiedzy na temat drobiu. Większość informacji, które znalazłam w książkach i Internecie była uproszczona. Dopiero kiedy dołączyłam do grup na Facebook’u, dowiedziałam się wielu przydatnych rzeczy. Poznałam osoby w różnym wieku, które bardzo mi pomogły. Dzięki nim pojechałam na pierwsze wystawy i zainteresowałam się wzorcami. Po jakimś czasie zaczęłam bez trudu rozróżniać rasy i odmiany barwne oraz zauważać wady i zalety danej kury. Zamarzyłam o wstąpieniu do związków hodowców i wystawianiu swoich ptaków. Stwierdziłam jednak, że zanim dołączę do stowarzyszenia, muszę kupić rasowe kury naprawdę dobrej jakości i nabyć trochę doświadczenia.

            Postanowiłam, że zacznę od ras łatwych w hodowli – niosek, ogólnoużytkowych i kur czubatych. Na jednej z krajowych wystaw kupiłam parkę pięknych czubatek polskich brodatych miniaturowych odmiany wielbłądziej. Po niedługim czasie pojawiły się najzwyklejsze nioski rossa i pisklęta czubatek. Później zainwestowałam w inkubator i jaja lęgowe leghornów. Po pierwszych udanych sztucznych lęgach zakupiłam jajka innych ras – australorpów i faweroli łososiowych, a później zamówiłam kolejne.

            Szanowny Hodowco, piszę do Ciebie, ponieważ bardzo Cię podziwiam. Potrzebuję kogoś bardziej doświadczonego ode mnie i moich znajomych, kogoś kto otoczyłby mnie i moją ,,hodowlę” opieką, doradziłby mi, jeśli potrzebowałabym pomocy oraz wskazał kierunek, w jakim powinnam iść. Dobrze byłoby mieć osobę, na której wskazówki i rady mogłabym zawsze liczyć, dzięki której wiedziałabym co poprawić i zmienić. Z czasem moglibyśmy się oboje wymieniać doświadczeniami.

            Zastanawiam się nad połączeniem mojej kurzej pasji z przyszłym zawodem, myślę o nauce w Zespole Szkół Techniczno – Weterynaryjnych im. Bohaterów Westerplatte w Trzcianie. Po ukończeniu szkoły i odpowiednich studiach, prawdopodobnie na Uniwersytecie Warmińsko – Mazurskim w Olsztynie, mogłabym zostać weterynarzem specjalizującym się w chorobach ptactwa i jednocześnie hodowcą drobiu. Taka praca na pewno dałaby mi wielką radość. Jestem świadoma tego, że wiążą się z nią różne zagrożenia – od ptaków można zarazić się wieloma chorobami, powietrze na fermach zazwyczaj zawiera dużą ilość szkodliwych pyłów i gazów, a preparaty chemiczne stosowane w hodowli mogą być niebezpieczne dla zdrowia. Zdaję sobie sprawę, że to moje marzenie jest związane z bardzo ciężkim wysiłkiem fizycznym i może być przyczyną różnych urazów. Pomimo tego myślę, że zawód hodowcy drobiu byłby dla mnie idealny. Co Ty sądzisz o mojej decyzji?

            Liczę na Twoją pomoc, Twoje rady będą dla mnie naprawdę ważne. Pozdrawiam IZA

===============================================================================

 III miejsce - Zuzanna Karwan - "Praca moich Marzeń" 

 

W przyszłości chciałabym zostać psychologiem dziecięcym. Jestem świadoma tego, że przede mną długa i wymagająca wielu poświęceń droga.

            Przez półtora roku działałam w Szkolnym Klubie Wolontariuszy. Podczas naszych zajęć, starałyśmy umilić czas seniorom. Słuchałyśmy ich opowieści, ale także wspomagałyśmy w trudnych chwilach. Wtedy właśnie zrodziła się we mnie chęć zostania psychologiem, nie wiedziałam jeszcze, jak kocham rozmowę i kontakty z dziećmi.

Na feriach postanowiłam odwiedzić moją rodzinę, a czas spędzony w gronie krewnych wykorzystać jak najlepiej. Po odwiedzeniu najbliższych mi osób nie wiedziałam, co mam robić. Na cudowny pomysł wpadła moja kuzynka, która studiuje pedagogikę. Ania zaproponowała mi odwiedziny w przedszkolu, w którym odbywa praktyki, do którego i ja uczęszczałam. Gdy przekroczyłam próg placówki wspomnienia wróciły. Gdy okazało się, że przedszkolanką nadal jest pani Mirka- ta, która opiekowała się mną 10 lat temu, byłam zachwycona. Po tym jak zamieniłam kilka zdań z opiekunką, zauważyłam chłopca, który ,,odstawał" od innych - siedział w kącie i z nikim nie rozmawiał, co na dzieci było dość dziwne. Zapytałam jej więc, kim on jest i czy zawsze się tak zachowuje. Pani Mirka powiedziała, iż chłopiec nazywa się Maciek. Podeszłam do chłopca i usiadłam na podłodze, a on tylko się na mnie popatrzył. Był blondynem o kręconych włosach i niebieskich oczach, z zadartym noskiem. Nie wiedziałam jak z nim rozmawiać.

- Cześć, ja jestem Zuzia a ty Maciek, prawda? - zapytałam.

Niestety nie otrzymałam odpowiedzi, chłopiec tylko popatrzył na mnie błękitnymi oczkami.

- Kiedyś uczęszczałam do tego przedszkola. Opiekowała się mną nawet ta sama Pani, lubisz ją?- posłałam mu serdeczny uśmiech.

Najwyraźniej w momencie kiedy wypowiadałam tamte słowa wzbudziłam w chłopczyku trochę empatii, bo o dziwo usłyszałam wtedy bardzo ciche słowo ,,tak" .

- A masz może młodszego braciszka albo siostrzyczkę?- zapytałam ze skruchą w głosie.

Gdy Maciek usłyszał tamte słowa na jego twarzy pojawił się grymas. Już wiedziałam, co jest nie tak, chłopiec czuł się odtrącony, bo na świecie pojawiło się jego młodsze rodzeństwo.

- Wiesz, też mam młodszą siostrę i wiem, jak się czujesz. Wydaje ci się, że rodzice bardziej kochają Twoje rodzeństwo, co jest nieprawdą. Też się tak czułam, ale mam na to jeden świetny sposób - postaraj się ich wspierać. Pomagaj im, gdy zajmują się Twoim rodzeństwem.

I wtedy zdarzyło się coś czego się nie spodziewałam. Maciek- ten cichutki chłopiec mnie przytulił i powiedział ,,Dziękuję". Nie sądziłam, że rozmawiając z Maćkiem tak na niego wpłynę i ,,otworzę" go na świat. Po tym zajściu porozmawiałam z nim jeszcze o kilku sytuacjach z mojego dzieciństwa i o tym jak sobie z nim radziłam. Nim się obejrzeliśmy przyszli po niego jego rodzice razem z młodszym bratem, którego chłopczyk przytulił. Jego rodziców bardzo zdziwiła zaistniała sytuacja, dlatego popatrzyli na mnie wielkim oczami, gdyż to ja odprowadzałam chłopca do drzwi. Bez zastanowienia poprosiłam rodziców chłopca aby zwracali troszkę więcej uwagi na Maćka, bo czuje się on zaniedbany.

- Będzie Pani jutro jeszcze tutaj?- usłyszałam z oddali.

Po powrocie do domu otrzymałam wiadomość z podziękowaniami od rodziców Maćka - dziękowali oni ,,Wyspecjalizowanej Pani Psycholog" za otwarcie ich dziecka na świat.

Rozmowa z dziećmi sprawia mi radość!

====================================================================================

III miejsce - Julia Bania - "Praca moich Marzeń" 
 

W dzisiejszych czasach młodym ludziom jest coraz trudniej podjąć decyzję, kim chcą zostać w przyszłości. Rynek pracy jest bardzo obszerny, pojawia się coraz więcej nowych zawodów. W szybko rozwijającym się społeczeństwie młodzieży bardzo ciężko jest się ukierunkować. W podjęciu tak ważnej dla naszego życia decyzji często oczekujemy pomocy rodziców, nauczycieli, a nawet rówieśników. Patrzymy na liczne aspekty przyszłej pracy: czy zdołamy się z niej utrzymać, ile jest dostępnych etatów na rynku w danym zawodzie i w końcu, czy zdołamy podołać zadaniom, jakie będziemy musieli realizować. Mogę powiedzieć, że mam wielkie szczęście, ponieważ jestem już pewna zawodu, który chcę w przyszłości wykonywać a jest nim inżynieria genetyczna. Do podjęcia takiej, a nie innej decyzji skłoniło mnie kilka czynników

            Podczas wybierania swojego przyszłego zawodu wielu ludzi zapomina o jednej z ważniejszych rzeczy, czyli o pasji. Bez niej nasza przyszła praca będzie nam się wydawać nudna oraz monotonna. Od najmłodszych lat interesowałam się przyrodą. Nieraz zauważałam zależności między różnymi organizmami. Byłam ciekawskim dzieckiem i często zadawałam najróżniejsze pytania. Zastanawiało mnie, z czego tak naprawdę skonstruowany jest świat i jak to się dzieje, że widzę kolor różowy jako różowy. Podążając tą drogą doszłam do czwartej klasy podstawówki. W moim podziale godzin pojawił się wówczas nowy przedmiot – przyroda, a potem biologia.

            Każda decyzja, jaką podejmujemy w życiu ma jakąś przyczynę. Nie inaczej jest z wyborem zawodu. Internetowa definicja podaje, że inżynieria genetyczna to „świadoma i celowa (kontrolowana przez człowieka) ingerencja w materiał genetyczny organizmów, w celu zmiany ich właściwości dziedzicznych”. Oddziaływanie w jakikolwiek sposób na to co jest stworzone przez Boga prowadzi do wielu kontrowersji. Mnóstwo ludzi protestuje przeciwko wpływaniu na ludzkie DNA. Każdy ma prawo do własnego zdania, jednakże ja wybrałam ten zawód nie dlatego, by niszczyć to, co zostało stworzone, a pomagać ludzkości znaleźć sposób na zapobieganie tworzenia się chorób związanych z mutacjami genetycznymi. Taką wadą jest Zespół Downa, który występuje u co tysięcznego dziecka. Ile możliwości w życiu traci taki smyk tylko dla tego, że coś poszło nie tak przy podziale komórki?

Żeby dobrze wykonywać swój zawód nie jest wskazane być „zielonym” z przedmiotów, które pełnią w nim istotne role. Dla profesji, jaką jest inżynieria genetyczna najważniejsze są: biologia, matematyka i chemia. Będąc dobrą uczennicą z tych przedmiotów chciałam wybrać taką pracę, która byłaby z nimi powiązana. Jeżeli ktoś postanowi zostać informatykiem, ale mimo wielu prób nie potrafi zrozumieć najprostszych czynności związanych z tym przedmiotem, powinien obrać sobie inny kierunek kształcenia się. Podjęcie złej decyzji w sprawie wyboru odpowiedniego zawodu może nam bardzo skomplikować życie.

            Reasumując, wybranie przeze mnie fachu, jakim jest inżynieria genetyczna było powiązane z długimi przemyśleniami oraz poparte licznymi argumentami. Uważam, że dzięki temu obrałam idealny dla siebie zawód, który okaże się „ moją pracą marzeń”.

====================================================================================

Wyróżnienie - Brajan Wyszyński - "Praca moich Marzeń" 

„Gdyby za marzenia wytaczano proces, żaden człowiek nie uszedłby więzienia.”

~ Pitigrilli

Jestem Brajan - siódmoklasista, którego od kilku lat pasjonują samoloty. Jako mały chłopiec składałem modele tych latających maszyn .Kupowały mi je mama z ciocią   w zestawach z czasopismem ,które bardzo lubiłem czytać .Konstruowałem je najchętniej z kuzynem lub kolegą, mając według mamy "bardzo zręczne paluszki".

Nietrudno domyślić się, że w przyszłości pragnę zostać pilotem samolotu. Niedawno usłyszałem, że dwóch lotników i jeden amator, który za oszczędności nabył starą "Wilgę", pochodziło z Czarnej. Bardzo mnie to zaciekawiło - może to znak, że ja także mam szansę? Oglądając filmy, zwłaszcza dokumentalne o tej tematyce, usłyszeć można o różnych kolizjach i wypadkach. Często ich przyczyny prozaiczne lub typowe (np. niewciśnięty guzik) - staram się tym nie zrażać, bo to nie maszyna popełnia błędy, ale tzw. czynnik ludzki. Czytając coraz więcej na ten temat, lepiej poznaję fachową terminologię. Dotąd nie byłem we wnętrzu, o którym marzę, żeby było moim miejscem pracy. Na razie odkładamy finanse, gdy siostra troszkę urośnie, wtedy oderwiemy się od ziemi. To musi być bardzo przyjemne: idąc w lotniczym mundurze przykuwać spojrzenia przechodniów. Duże zarobki w tej branży wiążą się z ogromną odpowiedzialnością, ale moje życiowe motto brzmi: "Strachu nie czują tylko głupcy ".

Gdybym jednak nie zdołał zostać pilotem, nie chciałbym skończyć "przy łopacie", mimo, że mam wielki szacunek dla osób utrzymujących się w ten sposób. Staram się uczyć jak najlepiej, aby zwielokrotnić swoje szanse na wymarzoną pracę.

Latem uwielbiam patrzeć na chmury, przybierające co chwilę inne kształty, pędzone wiatrem w górnych warstwach atmosfery. Czy bałbym się wyskoczyć ze spadochronem, wylądować na wodzie lub bez wysuniętego podwozia? Pewnie tak, ale staram się panować nad emocjami, chłodno oceniam sytuację - cały czas się tego uczę. Bo co to za pilot, który trzęsie portkami? Gdy leżę na kocu, wyobrażam sobie, że "mój" airbus wbija się w chmurę (np. Cumulusa) swoim dziobem. O burzach i turbulencjach myślę rzadziej...

W pracy tej, wiem i czuję to, czeka mnie wiele poświęceń i lat nauki oraz nieodłączny towarzysz - stres. To trudny przeciwnik, każdy ma na niego inny sposób. Ja staram się wówczas uspokoić i opanować. By usiąść za sterami potrzeba niezliczonej ilości prób i testów, być zdrowym jak ryba. Dowiedziałem się, że nie mogę mieć plomb, bo podczas lotu występuje zjawisko bólu zębów. Moje uzębienie jest na razie bez zarzutu, a wapń dostarczam mu codziennie. Nadal uważam lotnictwo za najpiękniejszy zawód na świecie. Choć droga do celu jest wyboista, to nie ma rzeczy niemożliwych, tylko trudniejsze do wykonania.

Pilotując samolot pasażerski muszę mieć na względzie zdrowie i życie wszystkich osób na pokładzie. Mimo tej presji nadal twierdzę, że warto kształcić się w tym kierunku. Jednak nawet gdybym nie został pilotem, to i tak będę miał wysokie wykształcenie, a z plombą w zębie (jednak!) mogę być kontrolerem na wieży. O moje umiejętności tzw. interpersonalne się nie martwię, OK. Współpraca w kokpicie musi być perfekcyjna. Mawiają, że zbyt długo trwające marzenia nigdy do celu nie doprowadzą, zatem... do roboty! Klasa siódma, ósma, liceum (mat.- fiz.?), politechnika w Rzeszowie. Muszę stale szlifować techniczną angielszczyznę, fizykę i informatykę, bo w kabinie przecież guzik na guziku. Zmiana stref czasowych mnie nie przeraża, bo zdaniem mamy wyśpię się nawet na kamieniach.

PS. Rzeczywistość jest z tej samej przędzy, co i marzenia. To Reymont, nasz noblista. A jeśli pragnienie moje spełni się, ale nie tak i nie wtedy, kiedy tego się spodziewam? Dowiem się tego najwcześniej za 10 lat, może wówczas się spotkamy? Przelecę nad Dębicą i Czarną moim stalowym ptakiem, a smuga kondensacyjna napisze na niebie: MARZĘ, WIĘC JESTEM.

Brajan Wyszyński

 

 

JSN Solid template designed by JoomlaShine.com